poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od kołyski do nastolatka

Internet to wybawienie dla niepełnosprawnych, mam wychowujących dzieci albo innych ludzi, które mogą dzięki niemu pracować lub zarabiać na odległość. To przekaźnik informacji, kopalnia wiedzy, dostęp do całego świata bez ruszania się z miejsca, sposób na samotność.Można by długo wymieniać. To chociaż też źródło zagrożeń, miejsce zbrodni, niebezpieczeństwa czyhające na dzieci.


A dzieci przecież kochają komputer lub Internet.

Coraz młodsze maluchy siadają przed monitorem. Niektóre nie potrafią jeszcze mówić, posługiwać się łyżką, ołówkiem, a w tej chwili świetnie sobie radzą z myszką bądź klawiaturą. Rodzice się cieszą, ponieważ to takie zabawne. Nie pozwalają przecież oglądać niedozowlonych treści, wyszukują tylko te strony, które będą przeznaczone dla najmłodszych.A niech sobie pokoloruje, poukłada puzzle, poogląda bajki, pozgaduje… Tak się przecież rozwija, wyostrzają mu się zmysły, wydaje się spostrzegawcze, dobrze sobie radzi z koputerem, to przecież dzisiaj umiejętność niezbędna. To wszystko prawda, a jednak rodzą się pewne wątpliwości.


Małe dzieci, które nie posiadają jeszcze w pełni ukształtowanego układu nerwowego zbyt długo czy zbyt coraz częściej przesiadują przed komputerem.Są atakowane przez mnóstwo bodźców, z którymi ich mózg musi sobie w jakiś pomysł poradzić bądź nie zawsze radzi sobie korzystnie, aż jeżeli treści są przystosowane do jego wieku.Bo to przecież jeszcze są reklamy, wyskakujące okienka, mało przejrzyste strony, mnóstwo zakładek Sposób na zimowe problemy skórne do kliknięcia itd, itd. Znamy to korzystnie. My sobie z takim jakoś, z akcentem na jakoś, z reguły, ale maluch?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz