sobota, 3 stycznia 2015

Baby: wielkie możliwości

Pozostając w sferze błogich marzeń, czekaliśmy na Wszystkie artykuły pierwszą okazję, żeby porwać maluch na jakąś wyprawę lub przetestować nasze umiejętności przetrwania z nim w terenie. Niczym przyczajony tygrys spędziliśmy całą zimę na planowaniu tego, gdzie zabierzemy Stasia, gdy będzie teraz ciepło. Ciekawe, jak wiele czasu jeszcze byśmy czekali, gdyby nie mój wyrywny mąż, który stwierdził, że dosyć bądź basta. Syn nam na ten moment urósł czy noworodkiem nie jest, a więc najwyższy czas, aby posmakował podróży z rodzicami.


Okazało się, że poszło znacznie łatwiej niż zakładaliśmy, a Stasio był idealnym kompanem, który sprawdził się niczym stary wyga. Nie narzekał i nie marudził, posłusznie udawał się wszędzie z rodzicami, nie wybrzydzał na jedzenie bądź pogodę. A tak naprawdę, to znaczna część wyprawy przespał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz